62. malarz.
Bierzesz pędzel i energicznie machasz nim przed sztalugą.
Czujesz, że jesteś panem własnego losu, rozpiera Cię duma - w końcu tworzysz arcydzieło.
Kilka machnięć w prawo, kilka w lewo.
Góra, dół, może jeszcze po skosie, w sumie czemu nie - będzie efektowniej.
O tu plama, tam plama, jeszcze może tutaj...
Gotowe.
Uśmiech zwycięzcy, triumf nad nieróbstwem, trofeum twórcy.
Szkoda tylko, że zapomniałeś o farbach i namalowałeś pustkę.
Ile razy masz takie poczucie? Zegar tyka, a na płótnie nic się nie pojawia - mimo, że wciąż malujesz.
Gdybyśmy zamiast zegarów używali klepsydr - ile ziarenek zdążyłoby się przesypać, zanim zobaczyłbyś efekty własnej pracy?
Miliony? Zapewne i miliardy, biorąc pod uwagę, że twoje bierne akcje nie są pracą.
Nie marnuj czasu.
Zrób coś z tym.
Żyj i maluj własne życie.
Ja podobno nie potrafię.
Chociaż w sumie... Może i potrafię, co mi tam. Raz na jakiś czas mogę się postawić samej sobie.
Czas na zmiany - jak zwykle.
Biorę sprawy w swoje ręce. Kiedyś trzeba.
xx kay
P.S. bardzo wakacyjnie. z okazji marnowania czasu, napisałam cokolwiek. hurra.
by kay | 2008-08-20 23:14:05 |
skomentuj! (3)
61. żonglerka myśli.
{czytać w kontekście relacji damsko - męskich. i tylko tak.}
Pobawmy się w cyrk.
Fajniej niż w chowanego, efektowniej, mniej nudy, mniej niepewności.
Więcej adrenaliny.
Więcej ozdób, więcej masek - tak, tak! tu też można się schować, jeśli tylko będzie Ci wygodniej.
Rób co chcesz, sam ustalasz zasady tej gry.
Nie może być tak, że nie ma reguł.
Możesz je stworzyć, możesz równie dobrze grać bez nich - ale to też już będzie jakaś zasada - grać bez zasad.
Przykro mi, jednak nie może być, tak, żeby każdy był zadowolony w stu procentach.
Ale masz wybór - albo wchodzisz na arenę, zakładasz kostium, maskę i grasz ze mną, albo zostajesz na widowni i jedyne co możesz zrobić, to patrzeć na to co przepadło.
Może, a raczej zapewne, nie wpadniesz na to, że cyrk to nie tylko rozrywka, wybuchy śmiechu, oklaski. Sztuka cyrkowa to też próba osiągnięcia swoistej harmonii między odwagą, precyzją, a artystyczną spontanicznością.
Ale co Ty możesz o tym wiedzieć...
Zastanów się, co jest lepsze - tchórzliwy zakup biletu w tylnym rzędzie, czy mały występ przed samym sobą?
Masz na tyle odwagi, żeby tchórzyć? Boisz się na tyle, żeby jednak się odważyć?
Graj. Bo jest o co.
Kimkolwiek jesteś.
xx kay
by kay | 2008-06-18 23:54:21 |
skomentuj! (10)
60. deszcz.
wczoraj padał deszcz.
w ulubiony sposób, zmieszany z promieniami słońca i duszną wiosenną atmosferą.
prawie dało się wyczuć zapach lata.
prawie, bo
jednak nie całkiem.
szarość zmieszała się ze złotem, kolor bury z żółcią - i ta dziwna mieszanka nieoczekiwanie...
nic nie zmieniła.
powietrze zgęstniało, zawirowało od nadmiaru myśli, które nieoczekiwanie zaczęły spadać .
jedna po drugiej, szybko, szybciej, częściej.
spadały, żeby po chwili zostawić po sobie kałuże pełne niewypowiedzianych słów, które już
nigdy nie miały być użyte.
a ja, zamiast wyjść i całkowicie zmoknąć
w pozornym poczuciu bezpieczeństwa obserwowałam to zza okna.
sucha i chyba przez to,
nieco zagubiona.
xx kay
by kay | 2008-04-12 15:02:37 |
skomentuj! (6)
59. spoilt imagination.
dosłownie.
rozpuszczona wyobraźnia, rozpieszczona niczym dziecko, wiecznie głodna i żądna nowych obrazów i idei, które możaby przetworzyć na własną manierę.
czasem mam wrażenie, że myślę za dużo.
albo, co gorsza - nie myślę wcale.
tak jakby procesy myślowe były wykonywane podświadomie, a ja sama nie miałabym większego wpływu na to co mówię i robię.
to by WIELE
wyjaśniało, prawda?
ze skrajności w skrajność, z jednego bieguna - na drugi.
typowe.
jestem równie miła, co złośliwa.
dążę do perfekcji, jednoczesnie wprowadzając wszystko w chaos.
w jednym momencie robię wszystko, czasem nie robiąc nic.
tak samo pewna siebie, co nieśmiała.
etc etc.
cała moja złożona osobowość, w której wszystko jest komplementarne - mam już tego przesyt.
jestem jaka jestem, tego się nie zmieni, jedyne co słuszne, to dążyć do akceptacji,
bo jakakolwiek ingerencja i próba przestawienia samej siebie prowadzi do zagubienia.
trzeba znaleźć siebie, a nie szukać kogoś innego.
więc tak sobie żyję, niejako w innej rzeczywistości, z drugiej strony - wciąż nie tracąc gruntu pod nogami.
balansuję na granicach, tańczę, skaczę - ale wciąż żyję i idę na przód.
POLECAM.
xx kay
P.S. layout minimalistyczny, nie mam photoshopa obecnie, ale nie mogłam już znieść zimowej wersji:)
by kay | 2008-03-16 01:32:32 |
skomentuj! (5)
58. silva rerum.
za dużo rzeczy, za dużo o jedną, dwie, dwadzieścia - a czasu wciąż brak, bo z każdą chwilą, jakaś część naszego życia się kończy, po to by odpłynąć w dal i często...
...zniknąć.
zagubić się w niebycie, w niematerialnej brei, swoistym zlepku wspomnień.
gdzie mam iść, żeby nie zgubić się w
sobie?
xx kay
by kay | 2008-01-17 22:37:54 |
skomentuj! (6)
57. święta
w tym roku jak zwykle na ostatnią chwilę
jak zwykle szybko
jak zwykle mało czasu
jak zwykle.
święta przeciekają mi przez palce - cały duch umyka, a w dłoniach pozostaje tylko materia - kolorowe ozdoby, gładkie wstążki i kłujące skórę igły choinki.
bezsmakowy opłatek wydaje się być kawałkiem papieru, przy nie bardzo szczerych życzeniach, wyrzucanych szybko i automatycznie, jak wyuczona od lat formułka: 'wesołychświątszczęśliwegonowegoroku blablabla' - a pod tym wszsytkim kryje się jednak 'wszystko mi jedno, i tak mnie to nie obchodzi'
światełka na choince symbolizujące nadzieję nie świecą - coś się przepaliło, może kontakt nie działa.
brak nadziei?
o dziwo - nie.
pomijając to, że już nie umiem się cieszyć pieczeniem ciastek, ubieraniem choinki czy odpakowywaniem prezentów, nadzieja na to, że może nie będzie tak źle - ciągle jest.
i to jest ten znak, że jeszcze nie jest ze mną tak źle.
i ode mnie - szczerze:
wszystkim, którzy tego potrzebują - zdrowych i spokojnych świąt, a potem szczęścia w nowym roku 2008 - jakiegokolwiek tylko potrzebujecie.
i żebyście nie zgubili prawdziwych świąt, a jeśli już to zrobiliście - to żebyście mieli okazję je odnaleźć.
xx
kay
a żeby tradycji stało się za dość to rzecz jasna
popkultura różowa choinka :
P.S. wyjechałam, slovakia wita, wracam bodajże 28 grudnia.
605 255 683 jak co
by kay | 2007-12-24 16:30:30 |
skomentuj! (2)
56. zimowo adwentowo.
cukrowe postanowienia adwentowe ad 2007
(
częściowo przenosi się na rok 2008)
1. rzecz jasna w tym roku znowu postanawiam być miła. (nie zawsze i nie dla wszystkich, bez przesady - mamy adwent, a nie domowe przedszkole.)
2. będę chodzić wcześniej spać (jak widać, idzie mi świetnie*)
3. będę częściej sprzątać. albo lepiej - w ogóle zacznę.
4. będę utrzymywać porządek w pokoju. tj. kiedy do niego w końcu doprowadzę.
5. jedyny kwiatek który wytrwał - nie zginie !
6. nie będę marnować czasu.
7. będę bardziej punktualna.
8. znajdę jakieś konstruktywne hobby.
9. znajdę jakiś cel, który sobie będę realizować (ambitnie)
10. ustatkuję się w swoim całkowicie niepoukładanym życiu.
Mamy grudzień, to znaczy, że jest już zima (nie zamierzam czekać do 21.12) a jak jest zima, to ma być zimno i śnieżnie.
Romantyyycznie, ze światełkami i płatkami śniegu spadającymi ironicznie na zmarznięte nosy samotnych przechodniów śpieszących się... no często nigdzie.
Zima jest piękna i liryczna - o ile w ogóle jest zimą, a nie przemarzniętym zbiorem kałuż i błota.
Podobnie właściwie jest z miłością.
Piękna i liryczna, oglądana z daleka - na co dzień okazuje się jednak tracić wiele z tej lukrowanej bajeczki, która jest nam serwowana generalnie gdzie się da i okazuję się zbyt szara i codzienna, by podnosić nam cukier w organiźmie.
I przychodzi rozczarowanie.
Tyle, że jeśli miłość wydaje się szara i codzienna - wtedy nazywamy to rutyną.
A rutyna... to już coś całkiem innego.
xx
kay
P.S Nie mogę (albo nie umiem) pisać na jesień. Może już sobie to wmawiam, ale trudno - nie i już.
* pisałam notkę o 2 w nocy.
by kay | 2007-12-02 13:46:01 |
skomentuj! (4)
55. maski.
bo ja jestem księżniczką, a ty błaznem - zamiana ról - i błaznem jestem ja.
Najgorzej dość do wniosku, że się kogoś udaje.
Oczywiście, to bardzo duży krok do przodu, jeśli udający zaczyna sobie zdawać sobie z tego sprawę.
Ale, to
najgorzej dotyczy świadomości udającego.
To takie,
hej, to chyba nie ja, tyle, że już odrobinę za późno.
Każdy z nas nosi swojego rodzaju maskę.
Albo nawet kilka masek.
Bo, każdy z nas odgyrwa jakieś mniej czy bardziej konkretne role - człowieka, kobiety, córki, brata, przyjaciela, kochanka... etc etc
Tak łatwo się zagubić w codziennych rolach, tak łatwo pomylić maski kiedy już się zacznie je zakładać...
Tak łatwo zalożyć maskę, tak trudno ją zdjąć.
Dobrze odgrywać swoją rolę bez maski.
To nic, że trudno... Zawsze lepiej tak, niż banalnie.
Per aspera ad astra, ot co.
luv,
kay xx
by kay | 2007-09-30 22:01:53 |
skomentuj! (4)
54. changes.
zmiany, zmiany, zmiany.
Jak piórko na wietrze, niesione przez wiatr - na szczęście w dobrą stronę, jak na razie.
Są takie momenty, że człowiek sięga dalej niż może i powinien. Teortycznie nie ma rzeczy niemożliwych.
Są takie, które po prostu przekraczają ludzkie możliowści na ich realizację.
I choć chęci duże, a ambicja jeszcze większa - jeszcze nie czas.
Oczywiście najmądrzejsza jestem po szkodzie. Właściwie zaczynam zauważać własne błędy albo zaraz po fakcie, albo po wyjątkowo długim okresie czasu.
To taka jazda w złym autobusie - nie dość, że wiesz, że jedziesz w innym kierunku, to jeszcze ludzie nie bardzo z 'twoich' stron. I co teraz?
Kiedyś - jechałabym dalej. Z poczuciem, że chyba coś jest nie tak.
Teraz się przesiadam.
I idę swoją drogą, wcale nie taką nową, może mniej krętą - a może jednak bardziej zagraconą.
Ale przynajmniej wiem, że to
moje.
Patrzę w lustro i wiem, że to
ja (chociaż wolę nie patrzeć, szczerze mówiąc.)
Ja - zmienna, ale w tej swojej zmienności stała.
I w stałości zmienna, rzecz jasna.
Bo nie zmieniam siebie - zmieniam swoje podejście. Metamorfoza, że ło.
Haa, dojrzewam emocjonalnie najwyraźniej.
I do tego odpowiadam za samą siebie i to co robię z jeszcze większą konsekwencją niż wcześniej. Nawet jeśli oznacza to odejście od wcześniej wyznawanych zasad - w gruncie rzeczy i tak nigdy ich nie miałam.
luv, kay
xx
P.S. szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to, że zapewne nie podoba się wam kolor reprezentowany przez mój nowy layout. :P
jest różowy i na razie będzie różowy.
a jak się komuś nie podoba, to proszę zmienić sobie ustawienia monitora.
by kay | 2007-09-19 21:57:48 |
skomentuj! (4)
53. powrót.
Niby wróciłam.
Niby?
No właśnie.
Szczerze mówiąć, to nie wiem czy wróciłam. Bo choć niby jestem teraz tu, w domu, to czuję mało komfortowe wewnętrzne rozdarcie, które boleśnie przypomina mi o tym, że chyba jednak nie wróciłam.
Confusing. Tak trochę.
W gruncie rzeczy dobrze jest być w domu.
Wyjechałam na prawie cztery tygodnie, właściwie na własną rękę, do Londynu i przez owe cztery tygodnie byłam sama - bez rodziny, przyjaciół, jakiegokolwiek wsparcia.
Ale teraz, kiedy już mam to swoje wsparcie... to czegoś jednak wciąż brakuje. Tak jakbym jednak nie chciała wracać.
I znowu. Chcę? Czy nie? Ja naprawdę nie wiem czego chcę.
Pozostaje tylko pytanie - czy wiedząć czego dokładnie chcę byłabym szczęśliwa? Potrafiąc wyliczyć bez zastanowienia wszystkie marzenia i cele?
A co gdyby to się nie sprawdziło, ba, nawet nie miało szans na urzeczywistnienie?
Może jednak lepiej żyć w niepewności, dopóki nie znajdzie się tego co jest pewne. Może. Kolejne gdybania.
Jedno co mogę z pewnością stwierdzić, to fakt, że wróciłam inna.
Niby ta sama, ale jednak inna, wybudzona głównie przez samą siebie w wyniku intensywnych (no cóż... zdarza się) rozmyślań spowodowanych moją żałosną samotnością i wielką erm opowiedzialnością za samą siebie (ymm no nie bardzo). Zdarza się.
Luv, xxx
Kay
by kay | 2007-07-28 01:23:48 |
skomentuj! (8)